Menu

Ciocia Grażynka donosi

....takie tam o wszystkim....

Za czym kolejka ta stoi?

gladys59

odbyt13993138835155jpg

Raz do roku każde szanująca się Rada Pedagogiczna ze szkoły w mieście poniżej 100 tys. wybiera się do teatru. Tak więc będąc członkiem takiej Rady, wsiadłam do autobusu i ruszyłam w trasę nową S8. Dzięki nowemu asfaltowi i równie nowym pasom do ruchu  dotarliśmy do celu, znaczy się Warszawy, w półtorej godziny. Następne pięćdziesiąt minut zajął dojazd do teatru.

Zaparkowaliśmy obok innego, już pustego, autokaru. Potem podjechał następny. Z naszego wysypało się ciało pedagogiczne, które jak wiadomo jest w większości żeńskie. W następnym również zdecydowaną przewagę miał rodzaj żeński.

(Uwaga, ten fakt ma bardzo duże znaczenie dla przyszłych wypadków!)

Panie narzuciły okrycia wierzchnie i wolno ruszyły w kierunku teatralnego budynku. Nieliczni panowie pewnie też.

Koleżanka poinformowała mnie, że zaraz będzie ścisk, bo teatr mały i w ogóle do niczego. Oczywiście mowa o budynku, wszak sama instytucja jest bardzo uznaną marką.

Wchodzę zatem do niewielkiego foyer - czytaj fuaje. Oddaję płaszcz do szatni i szybko rozglądam się za najważniejszym w tym momencie miejscem – za toaletą. Wszak człek ma dwie i pół godziny w pęcherzu.

Hura! Jest! Zaraz za szatnią, tuż za schodami prowadzącymi na balkon.

(Uwaga! Będzie to miało znaczenie dla przyszłych wypadków.)

Podchodzę. Schody w dół i … kolejka do toalety, rozpoczynająca się w okolicach szatni.

Tłum do WC zlewa się z tłumem do szatni.

I mówiłam, że liczba kobiet ma znaczenie! Stojąc posłusznie w kolejce i prosząc Matkę Naturę, by dała jeszcze trochę sił mięśniom Kegla, dochodzę wraz z innymi stojącymi do wniosku, że do teatru przychodzi znacznie więcej kobiet niż mężczyzn. Te, jak informuje historia, już dawno wywalczyły sobie równouprawnienie. Dlaczego zatem w teatrach tego się nie respektuje?

Do teatru chodzę od, no tak, nie da się ukryć – półwiecza. I problem nieustannie jest ten sam. Od lat i w każdym szanującym się teatrze. Czy to w Wałbrzychu, czy w Białymstoku, Warszawie, Olsztynie.... no może w Gdyni, w Muzycznym był luz.... tłok w damskich toaletach, które mają zawsze taką samą ilość stanowisk do wykonywania wiadomej czynności, jak toalety męskie. Zawsze w kolejce po luksus grono pań zastanawia się, dlaczego problemu miski klozetowej jeszcze nie rozwiązano.

I tym razem w męskiej toalecie tłoku nie ma. Jeden z panów mówi, żeby panie skorzystały. Bardzo lubi kobiety, nie ma nic przeciwko nim w męskiej toalecie. Brzmi to jak propozycja. Stoję zbyt daleko, innej odważnej nie ma...

W końcu każda, po blisko dwudziestu minutach, dostaje się do upragnionego miejsca, by potem zasiąść na widowni i delektować się sztuką.

Podczas przerwy solidarnie z koleżankami nie ruszam się z miejsc. Widownia pustoszeje i oczami wyobraźni widzimy tłum w malutkim foyer i kolejkę do wiadomego miejsca. Dyskutujemy na temat środków alternatywnych. Niestety, nic oprócz pampersów dla dorosłych do głowy nie przychodzi.

Ale największa atrakcja wieczoru dopiero przed nami!

Oto kończy się spektakl. Jestem na tzw. balkonie i muszę zejść ze schodów. Ruszam z tłumem i nagle korek. Jak na Marszałkowskiej przy awarii świateł. Tworzą go ludzie z góry, czyli ja, ludzie z dołu, ci, co chcą do szatni, ci, co chcę wreszcie wyjść i oczywiście ci, do toalety, czyli ja.

Wreszcie udaje mi się!

Tym razem w kolejce do WC panuje napięta atmosfera. Każda chce jak najszybciej załatwić potrzebę i wrócić do domu. Części z nich nie udało się skorzystać w czasie przerwy. Teraz muszą. Jakaś pani mojej kategorii wagowej przesuwa mnie pod ścianę i informuje, że na dole ma koleżankę. O nie, kolejna mnie na taki bajer nie nabierze. Staję na schodach w postawie zasadniczej. Własną bujną piersią, niczym Rejtan, zatarasuję przejście! Nie ma wejścia bez kolejki. Znajduje się kolejna odważna, co chce mnie spacyfikować. Krzyczy, że chce do męskiej. Ktoś odkrzykuje, że męska już została opanowana przez kobiety.

Nagle zjawia się trzech panów. Każdy w moim typie. Ach, dlaczego stoję w kolejce tak daleko.... Żeby kobieta nie mogła z prawie nagim facetem w sraczu... oj, nie to nie ten film, to nie ta sztuka... to tylko toaleta w normalnym teatrze...

Oczywiście, że docieram do celu, oczywiście, że na mnie wypada miejsce w męskiej. Gdy wychodzę, pojawia się kolejny rodzynek płci męskiej, już nie w moim typie. Informuję więc oschłym tonem - „Do kabiny! Bo tu przychodzą kobiety!”. Patrzy na mnie zdziwiony i przestraszony.

Pewnie za rzadko bywa w teatrze, skoro nie wie, jakie panują prawa w teatralnych toaletach.

Przynajmniej od półwiecza takie same.

 

 

 

 

 

© Ciocia Grażynka donosi
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci