Menu

Ciocia Grażynka donosi

....takie tam o wszystkim....

Przestępstwa z cukrzycą w tle

gladys59

 

park_1

Nie da się ukryć. Parę lat temu zdiagnozowano u mnie cukrzycę typu 2, znaczy się jestem typową ofiarą rozwoju cywilizacji. Przez te kilka lat nauczyłam się z cukrzycą żyć. Oznajmiam, że życie trudne nie jest. Jest znacznie więcej cięższych chorób.

Tak więc łykam sobie tabletki, chodzę na spacery z psem, zdrowo się odżywiam i żyję.

Ale cukrzyca, jak każda choroba, czasami przypomina o sobie. I z tymi objawami nauczyłam się odpowiednio postępować.

Taki objaw chwycił mnie ostatnio na lekcji. W pewnym momencie spojrzałam na uczniów i ujrzałam ich za mgłą. Zdjęłam okulary, myśląc, że brudne. Wyczyściłam. Spojrzałam w dziennik lekcyjny, znaczy się na ekran monitora i ujrzałam go w podwójnej wersji.

Poprosiłam ucznia o otwarcie okna. Odetchnęłam głęboko. Podwójne widzenie jednak nie przeszło. Dokonałam szybkiej analizy sytuacji.

Jeśli to spadek lub podwyższenie ciśnienia, nic nie poradzę. Musi samo przejść. Po prostu trzeba poczekać. Jeśli to spadek poziomu cukru to trzeba szybko coś zjeść. Dyskretnie wyjęłam tabletki do ssania z porostem islandzkim leczącym nauczycielskie gardła i włożyłam do ust.

W tym momencie popełniłam pierwsze przestępstwo – podczas lekcji nie można jeść!

Tabletka nie pomogła. Zatem podwyższenie poziomu cukru. Trzeba go rozcieńczyć, czyli napić się wody.

Przestępstwo po raz drugi – podczas lekcji nie wolno pić!

Wlałam w siebie pół litra wody niegazowanej źródlanej, która jest na wyposażeniu zabieranym przeze mnie do pracy.

Wkrótce popełniłam trzecie przestępstwo – nie zeszłam na tzw. dyżur. Cóż, trzeba było pokonać schody, które prawdopodobnie też widziałabym podwójnie. Istniało niebezpieczeństwo, że stoczę się z nich narażając uczniów na utratę zdrowia z powodu zderzenia.

Zaczęła się kolejna lekcja. Mgła przed oczami była nadal. Co robić, żeby więcej przestępstw nie popełniać?

Jeśli wstanę z krzesła, upadnę, co przy mojej masie ciała będzie oznaczało niewielkie trzęsienie matki Ziemi lub w najlepszym przypadku – uszkodzenie tzw. stropu.

Jeśli upadnę, narażę uczniów na stres. Niektórzy z wrażenia mogą zemdleć. Pozostali będą wrzeszczeć. Czy znajdą się tacy, co zechcą mnie dobić? Oj, nigdy nic nie wiadomo. Słysząc ich wrzask, przybiegną nauczyciele z sąsiednich klas, a za nimi uczniowie. Otoczą mnie kręgiem zabierając resztę powietrza. Oczywiście ktoś pobiegnie po pielęgniarkę. Jeśli służba zdrowia będzie obecna w gabinecie, przyjdzie za jakieś trzy minuty, ułoży mnie w pozycji bezpiecznej i zadzwoni pod 112.

Pod szkołę zajedzie na sygnale karetka pogotowia. Zdezorganizuje to lekcje w pozostałych klasach, bo sygnał wzbudzi ciekawość innych uczniów oraz oczywiście nauczycieli.

Do pomieszczenia, w którym się znajduję wpadnie ratownik medyczny. Jeśli będę już w stanie śpiączki cukrzycowej, to oczywiście nic mu nie powiem. Ale przecież do śpiączki to mi jeszcze daleko! Powiem więc, że podniósł mi się poziom cukru. Wiem jak go obniżyć, ale ze względu na szereg przestępstw, które mogę popełnić, lepiej żebym leżała i czekała na fachową pomoc.

Tak oto stanę się sensacją dnia i jeśli dyrekcja mnie z pracy nie wywali na zbity pysk, jako niezdatnej do pracy, będę wytykana palcami do końca roku szkolnego. Jeszcze będę musiała zapłacić za uszkodzony stop...

O nie, nie stanę się sensacją, nikt nie wezwie karetki, bo w danej chwili może ona być potrzebna nauczycielowi padającemu na zawał.

Zabieramy się za dokonywanie kolejnych przestępstw. Mgła przede mną nieco mniejsza, ale nadal widzę podwójnie. Zatem potrzeba jeszcze trochę czasu i … więcej wody.

Dokonuję czwartego i piątego tego poranka przestępstwa.

Daję uczniowi pięć złotych i wysyłam do szkolnego automatu po wodę niegazowaną.

Tak kochani, przekraczam prawo. Nie mam prawa wysyłać ucznia po wodę, bo uczeń podczas lekcji nie może opuścić pomieszczenie klasowego, chyba że pod opieką nauczyciela, a ten jak wiadomo, widzi rzeczywistość podwójnie. Do tego nauczyciel nie ma prawa wysługiwać się uczniem w celach prywatnych, a takim było przyniesienie życiodajnego płynu belfrowi, któremu podniósł się poziom cukru we krwi.

Po dokonaniu w ciągu ok. 30 minut pięciu przekroczeń prawa i wypiciu łącznie litra wody, wróciłam do rzeczywistości. Mgła opadła, liczba uczniów widocznych zgadzała się ze stanem dziennika.

I na dziś tyle.

 

Komentarze (2)

Dodaj komentarz
  • aga-joz

    Przestępstwa mające na celu uratowanie życia wcale nimi nie są. Dobrze, że skończyło się to bez większych problemów. Szkoda, że nie miałaś możliwości zmierzenia cukru i ciśnienia, wiedziałabyś dokładnie jaka była przyczyna. A tak na marginesie- czy w naszych szkołach nie ma procedur postępowania w razie nagłego problemu zdrowotnego nauczyciela w czasie lekcji?

  • gladys59

    Właśnie, chyba procedur nie ma... jakoś nikt nie przewiduje, że to nauczyciel, a nie uczeń może po prostu poczuć się słabo...

© Ciocia Grażynka donosi
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci