Menu

Ciocia Grażynka donosi

....takie tam o wszystkim....

Usuwanie laparoskopowe

gladys59

image_jpeg

tekst ze stycznia 2016

 Zambrów…. niewielkie, bo liczące zaledwie ok. 22 tys. mieszkańców miasteczko w województwie podlaskim… oczywiście wraz z okolicznymi gminami trochę ludzi więcej… Właśnie tu dokonano inwestycji nie w gospodarkę, nie w banki czy inne instytucje lub bliżej nieokreślone szkolnictwo. Tu zainwestowano bezpośrednio w człowieka. W szpital. Rozbudowa i modernizacja pochłonęła ponad 21 milionów, tyle ile obiecane przez kogoś rządzącego komuś za bliżej nieokreślone coś.

http://www.powiatzambrowski.com/1062-zakonczono-ii-etap-rozbudowy-szpitala-powiatowego-w-zambrowie

Miałam przyjemność poddania się w tym szpitalu usuwaniu laparoskopowemu. Tak, przyjemność.  

Do pachnących świeżością sal Oddziału Wieloprofilowego Zabiegowego trafiłam nie przez przypadek. Opowieści typu plotkarskiego oraz wieści internetowe skusiły. Porzuciłam wielkie budynki szpitala wojewódzkiego, które mam za oknem, na rzecz powiatowego szpitalika 20 km dalej… (ach te dwudziestki…).

Zjawiłam się po południu. Na izbie przyjęć jedynie wypełniono wszelkie druki, nałożono opaskę z kodem kreskowym  i odesłano na oddział. Jako przypadek poważny trafiłam do pojedynczej sali z własną łazienką, na elektryczne łóżko. Telewizja typu szpitalnego – za dwa zł. Ale za osiem złotych można ją mieć przez całą dobę. Hotel z pełną obsługą. Po chwili przyszła pielęgniarka. Wbiła wenflon, spuściła mi krew na wszelkie badania. Potem przyszła druga. Wykonała badanie EGK za pomocą przenośnego aparatu i pozostawiła tabliczkę z napisem „Na czczo”. No tak, jutro usuwanie. Wieczorem zjawiła się ekipa lekarzy. Anestezjolog porozmawiał ze mną, ordynator też. Pytania typu tradycyjnego czyli „I jak się pani czuje?” Ciekawe, jak mam się czuć przed operacją…

Potem poszłam na spacer po oddziale. Po jednej stronie – sale jedno lub dwuosobowe. Tu leżały ciężkie „przypadki” – panie po operacjach, panowie przed. Po drugiej – tradycyjne sześcioosobowe. Dla tych lżejszych „przypadków”, bo ludzie w nich leżący byli bardzo aktywni. Zwłaszcza panowie. Ale to temat na całkiem nowy tekst. Były też izolatki z tzw. śluzą czyli po prostu przedpokojem. Toalety ogólne – niewielkie, proste, funkcjonalne, uwzględniające potrzeby osób niepełnosprawnych. Spora ilość pomieszczeń dla personelu i wc, i łazienka, i kuchenka, i pokój zwany socjalnym…. Aż chce się pracować i być miłym dla pacjenta! No nie, przesadziłam – chce się po prostu dobrze wykonywać swoje obowiązki.  

Rano planowałam przyjrzeć się blokowi operacyjnemu. Nic z tego. Już na oddziale dostałam do połknięcia tabletkę typu „głupi Jaś” i zaczęłam powoli odpływać. Pamiętam tylko super windę do przewozu pacjentów i dwie sale niczym z najlepszych filmów science fiction. Słowem Europa, a może już Ameryka?

A potem zasnęłam i nie wiedziałam, że lekarze z Zambrowa walczyli o laparoskopię, zamiast tradycyjnego, znaczy się iście średniowiecznego cięcia. Mój przypadek okazał się bardziej poważny niż sądzono. Udało się! Mam co prawda cztery dziury zamiast dwóch, na stole operacyjnym leżałam dwie godziny zamiast 45 minut, ale cel został osiągnięty! Szacun ekipo operacyjna! Potem też był tylko pełny szacunek dla zambrowskiego personelu!

Na narkozę zareagowałam najgorzej jak mogłam. (Nie, nie opiszę…) Przez kolejną dobę pielęgniarki i salowe ciężko pracowały przy mnie. Mnie zaś stać było tylko na próbę uśmiechu…Nie, lekarzy przy mnie nie było. Po co? Pierwszym kontaktem była pielęgniarka i to zupełnie wystarczyło. Nie byłam tylko kodem kreskowym na opasce z ręki. Zwracano się do mnie po imieniu. Starano się uspokoić nie tylko kroplówką z ketanolem. Było dobre słowo, opowieści o takich, co to reagują gorzej niż ja. Przebierano mnie, zmieniano pościel, prowadzono do toalety.

Policzyłam dziewczyny z „dyżurki”. Na oddziale było 26 „łóżek”, na zmianie pracowały dwie salowe i trzy pielęgniarki. Tyle samo osób pracowało na oddziale wewnętrznym – ok. 45 „łóżek” – gdy usuwałam endoskopowo. Cóż się dziwić, że w Zambrowie opieka była lepsza… Dlaczego nie można zwiększyć ilości personelu na szpitalnych oddziałach?

Pewnie dlatego, że ktoś tam z władających władzą woli przeznaczyć dwadzieścia milionów na cel, którego sensu nie widzę. Tak się jakoś pomysł i suma proponowana ojcu dyrektorowi zbiegła z moją laparoskopią w powiatowym szpitaliku. Zobaczyłam, jak wiele dobrego można za nią uczynić. Na pewno w Polsce jest wiele powiatowych szpitali, które taką sumę spożytkowałyby ku dobru cierpiącego pacjenta.

Do niedawna Zambrów pozytywnie kojarzył mi się z organizowanymi przed laty turniejami koszykówki dziecięcej i młodzieżowej. Dziś do tych wspomnień dołączam pobyt w szpitalu. Porównania co prawda dużego nie mam, ale jeśli w szpitalu może być dobrze, to w tym zambrowskim tak mi było. Dzięki!

 

21 stycznia zostałam przyjęta na Oddział Wieloprofilowy Zabiegowy pod numerem 84/16. Była zatem w tym roku już 276-tą  pacjentką Szpitala Powiatowego w Zambrowie. Jak widać po tych liczbach, szpital służy ludziom. 

foto internet

 

© Ciocia Grażynka donosi
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci